3 września 2011

Zrób Sobie Krem - haul !

Ostatnio mnie nie było i mam dużo na głowie, dużo też się dzieje, więc nie wiem jak często będę w najbliższym czasie pisać...
Jak widać temat naturalnej, prostej pielęgnacji bardzo mnie wciągnął i złożyłem drugie zamówienie - tym razem na ZSK i obsługa sklepu jest zdecydowanie lepsza niż na BU. Przesyłka znacznie szybsza i miłe gratisy do zamówień powyżej pewnych kwot.
Jak na razie nic wam nie powiem, ale spodziewajcie się w najbliższym czasie recenzji kosmetyków z BU i ZSK !
Lista zakupów:
Hydrolat oczarowy i z róży stulistnej.
Algi
Oleje: z pestek arbuza, jojoba i coś jak olejek myjący z BU - tu połączenie słodkich migdałów i czarnuszki.
Olejek z drzewka herbacianego
Ekstrakt przeciwtrądzikowy
Mleczko pszczele
Kwas hialuronowy wielko i drobnocząsteczkowy (proszki)
Biosiarka, mocznik i peeling z pestek malin.

Życzę wam miłego wieczoru, ja po nadrabiam blogowe zaległości, a potem może ukręcę żel hialuronowy.

Pozdrawiam,
William Rhinestone

26 sierpnia 2011

Biochemia Urody Puder bambusowy


Mam czysta wersję, bez dodatków, stwierdziłem, że tak będzie najlepiej.
Opakowania w sumie nie ma co oceniać, jest to zupełnie niepraktyczny w używaniu słoik na którym znajduje się nalepka z najważniejszymi informacjami (wszystko bardzo szczegółowo opisane znajdziemy na stronie). Dlatego tez polecam użyć jakiegoś innego słoiczka lub opakowania po pudrze, ja akurat mam taki z coastal scents. Teoretycznie jest bezzapachowy, ja jednak czuję lekki zapach kojarzący mi się z klasą chemiczną (ja akurat lubię ten zapach ;p). Mimo białego koloru jest całkowicie transparentny. Jeśli nałożymy go bardzo dużo to może nas lekko wybielić, ale jest to efekt chwilowy i wystarczy poczekać, aż się wchłonie lub po prostu omieść twarz pędzlem. Puder jest bardzo drobno zmielony, ale ma tendencję do zbierania się w grudki w opakowaniu. Efekt ? Niesamowity. Nie powiem, żeby to był mój puder marzeń, z tym, że mojej cery chyba nic nigdy nie poskromi (baaaaardzo tłusta), ale jest tak niesamowity, że aż nie wiem co napisać. Do tego rozbestwił mnie tak strasznie, że nie używam obecnie nic innego bo wszystkie inne pudry wydają się takie mało matowe, albo płaskie. Twarz po nałożeniu jest pięknie matowa, ale tak naturalnie, jest taka po prostu sucha, ale nie w znaczeniu przesuszona, wygląda zdrowo i matowo. Nie jest to płaski mat, twarz wygląda niesamowicie naturalnie, ale jednak mimo wszystko warto pomyśleć o jakimś różu/bronzerze dla ożywienia, szczególnie jeśli nakładamy go na podkład. Przeszedłem przez wiele i ten jest chyba najlepszy. Jedyne co z nim konkuruje to mineralny puder w kompakcie catrice (ale co z tego jak wycofany ?). Do tego cena - 10.80zł za 10g (50ml). Dostajemy go naprawdę dużo, jakoś myślałem, że 10g to dużo mniej. Co też jest bardzo ważne - nie ma szans by nas zapchał, jest absolutnie niekomedogenny, a jego jedynym składnikiem jest bambus (90% krzemionki).
Zdecydowanie polecam spróbować, a ja sam zapewne skusze się też na perłowy, bo dużo dobrego i o nim czytałem :)











Pozdrawiam,
William Rhinestone

25 sierpnia 2011

Wydaj lub zaoszczędź: cień brzoskwiniowe złoto.

Na początek małe sprostowanie - w tej serii nie mówię wam, że tańszy i droższy produkt są tym samym. Nie są takie same, są wizualnie podobne i mogą siebie nawzajem zastępować.

WYDAJ: MAC melon, pigment odbijający światło na złoto, ale posiadający różowo-brzoskwiniową głębię. Podobny do obu propozycji jest też MAC expensive pink, którego niestety nie mam, dlatego porównuję melon.
Nie pamiętam dokładnych cen, ale pigment MAC to ok 90zł, cień MAC 50-70zł.

ZAOSZCZĘDŹ: Inglot 407 odbija światło słabiej, przez co wydaje się mniej złoty od MAC, ale są naprawdę bardzo podobne. Inglot po prostu słabiej się błyszczy i ma odrobinkę więcej różu. Cena to 10-12 zł za wkład i niecałe 20 w opakowaniu.

Na zdjęciu na górze Inglot, na dole MAC


Pozdrawiam,
William Rhinestone

Sierpniowe słońce.



Makijaż jakoś tak kojarzy mi się z sierpniowym, popołudniowym słońcem, gdzieś nad wodą. Tak jakoś sam wyszedł bez specjalnych planów.
Jako bazy użyłem odrobiny joko virtual i jasnego cienia z ballerina backstage, ten sam jasny cień wylądował na linii wodnej. Ogólnie makijaż zacząłem nieco od innej strony - najpierw były kreski, a potem cienie, raczej nie ma to dużego wpływu na efekt końcowy, jakoś tak wyszło ;)
Jak jesteśmy przy kreskach - obie zrobione żelowymi eyelinerami essence - czarny ze stałej oferty i turkusowy bondi beach. Na dolnej powiece złoty cień z balleriny i na nim odrobina inglota 409, w wewnętrznym kąciku inglot 407. Na całej górnej powiece pigment MAC melon, którego efektu nie da się uchwycić na zdjęciu (wygląda na złoty, ale w rzeczywistości ma drugie, czerwono-różowe dno), można go zastąpić inglotem 407, są bardzo podobne. Łuk brwiowy rozświetlony inglot 110, w zewnętrznej części powieki odrobina inglot 84, w załamaniu inglot 450, zewnętrzny kącik lekko przyciemnony inglot 409. Na rzęsach rimmel extra super lash (1 spora warstwa).

Co sądzicie ?


Pozdrawiam,
William Rhinestone


PS naprawdę doprowadza mnie do szału, że post dodany wczoraj pojawił się dopiero dziś rano...

24 sierpnia 2011

Wydaj lub zaoszczędź: delikatny róż.

Pomyślałem o nowej serii gdzie przedstawiać będę tańsze i droższe odpowiedniki. Co sądzicie o tym pomyśle?
Na pierwszy ogień róż do policzków w delikatnym, bladym kolorze.

Pierwsza propozycja to Benefit - Dandelion lub Thrrrob. Thrrrob niestety chyba został wycofany, najzimniejszy z trzech, lekkie srebrne drobinki.
Dandelion - najcieplejszy z trzech (choć nadal chłodny) ze złotymi drobinkami, lekko brudny.
Róże Benefit kosztują 139 zł za 12 gramów.
Możemy też dorzucić tu MAC Well Dressed (ok 95zł)

Druga propozycja to ELF natural radiance blusher innocence - średnio chłodny odcień, lekko rozbielony, całkiem matowy. Kosztuje ok. 7zł za 2 gramy.
Poza tym z tańszych opcji (ale edycji limitowanych) Wibo kolekcja różana pink powder 02 (8zł) lub Essence Ballerina Backstage (12zł).

Wiem, że na tych swatchach ledwo co widać (a są tam 2-3 warstwy), ale taka już ich uroda :)















Pozdrawiam,
William Rhinestone

22 sierpnia 2011

Olejowanie włosów.

Dziś chciałbym wam napisać coś o olejowaniu, skupię się na włosach. Z góry zaznaczam, że nie jestem tutaj ekspertem, bo moja przygoda z olejami trwa dopiero od kilku tygodni, ale chciałbym się z Wami podzielić tym co już wiem.
Jak na razie posiadam 4 oleje widoczne na zdjęciu- olej monoi z BU (w słoiczku po kremie), olej rycynowy, olej ze słodkich migdałów i dzisiejszy nabytek - Dabur Vatika.

Ogółem rzecz biorąc polega to na tym, że wcieramy przed myciem olej we włosy i skórę głowy (skalp). Można to robić na pół godziny przed myciem, ale najlepiej olej pozostawić przez kilka godzin (np. na noc). W bardzo małych ilościach oleju można używać również na dzień(na końcówki). Oleje odżywiają, nawilżają, regenerują i wygładzają włosy, działają również dobrze na skórę głowy pomagając zwalczać łupież, wypadanie włosów, swędzenie skóry. Wpływają korzystnie na grubość i tępo wzrostu włosów.
Nie są to oczywiście efekty po jednym użyciu, ale regularnie stosowane dają efekty po kilku tygodniach/miesiącach. Niestety nie wszyscy mogą używać olei na skórę głowy, nakładanie na resztę włosów również poprawia kondycję włosa, ale nie będzie miało już swoich dobroczynnych właściwości na skórę i cebulki.
Olej zmywa się normalnie szamponem i potem normalnie używa się odżywki.

Jak na razie po jakiś 3-4 tygodniach zauważam, że włosy są zdecydowanie bardziej gładkie, lśniące, nawilżone, kolor nie jest już tak bardzo spłowiały i matowy, nie są ani ciemniejsze, ani jaśniejsze, ale kolor jest taki bardziej podkreślony. Nie wiem jak by to działało w przypadku włosów farbowanych, ale myślę, że olej może przyśpieszać wypłukiwanie się koloru, poprawcie mnie jeśli wiecie. Zmiany są małe i powolne, ale są co mnie bardzo cieszy i motywuje do dalszego używania.

Olej rycynowy - bardzo tani olej, znany od lat i chyba większości osób. Regeneruje włosy, zmniejsza wypadanie i przyśpiesza wzrost. Ma gęstą i ciężką konsystencje, po jego nałożeniu włosy są jakby splątane i bardzo lepkie. Niektóre oleje mają specyficzny zapach, inne są prawie bez zapachu zależnie od firmy. Nakładam go głównie na skórę głowy, czasem trochę na końcówki. Kosztuje ok 5zł za 100ml i dostępny jest w każdej aptece.

Olej monoi - mój drugi olej, ma intensywny kwiatowy zapach, który nie każdemu odpowiada. Mnie się podoba, używam go zazwyczaj na dzień głownie na końcówki. Dzięki niemu pięknie pachną, są wygładzone i błyszczące. Jego bazą jest olej kokosowy, więc będą działać podobnie, ale uważa się, że monoi kilkakrotnie bardziej nawilża skórę i włosy, niż kokosowy. Na dzień wystarczy dosłownie kilka kropelek i należy unikać nakładania przy skórze, bo włosy będą oklapnięte. Można go kupić m.in. na biochemii urody. Ma stałą konsystencję, w zależności od temperatury jest twardszy lub bardziej płynny. Wielu osobom zatyka pory, więc trzeba uważać ze stosowaniem na twarz.

Olej ze słodkich migdałów - jest prawie bezzapachowy, ma lekką orzechową nutkę. Jest całkiem płynny i inny od rycynowego, włosy po nałożeniu są miękkie i w ogóle nie splątane, dlatego zazwyczaj rycynowego używam na skórę, a na resztę nakładam migdałowy. Włosy po nim są miękkie i nawilżone, łatwo się zmywa. Można go z powodzeniem używać na twarz i ciało - solo lub mieszając z kremami i balsamami. Cudownie nawilża i wygładza skórę. Lubię nim smarować usta. Kosztuje ok 12 zł za 100ml.

Dabur Vatika Coconut - hinduski olej przeznaczony stricte do pielęgnacji włosów. Ma w sobie kilka rożnych olei, wzbogacony kokosem, kasztanem i henną. Skład opiera się na parafinie. Zapach jest specyficzny, 'kadzidlany' ;) Niektórym kojarzy się z zapachem do WC - coś w tym jest, ale nie jest to bardzo uciążliwy zapach. Na razie zbyt wiele nie mogę o nim powiedzieć, ale z pewnością jest bardzo rzadki i dość dobrze nakłada się go na włosy. Kosztuje ok 24 zł za 200ml. Zapach nawet zaczyna mi się podobać :)

Zauważyłem też, że efektem 'ubocznym' olejowania jest to, że jeszcze nigdy nie miałem tak miękkich i gładkich rąk :)


To właściwie wszystko co Wam chciałem powiedzieć - jak coś mi się przypomni to dopiszę, ale olejowanie mnie bardzo wciągnęło i z pewnością kupię jeszcze inne oleje !

Pozdrawiam,
William Rhinestone

21 sierpnia 2011

Suflety Baleriny


Śpieszę z recenzją bo limitowanka niedawno weszła do sklepów wiec jeśli wahacie się ciągle co kupić, a co nie to mam nadzieję, że choć trochę pomogę. Z tej kolekcji zakupiłem róż i trzy cienie w kremie.

Róż dostępny w kolorze prima ballerina to delikatny różowy kolor. Jest bardzo ładny, ma fajną, gładką i kremową konsystencję, ale na tyle zwartą by palec nie wbił nam się w dno. Na skórze daje bardzo subtelny kolor, prawie niewidoczny co jest niestety jego minusem - jest prawdopodobnie bardziej delikatny niż możecie sobie wyobrazić. Ma maleńkie drobinki, które praktycznie nie są widoczne. Widać je tylko z małej odległości w słońcu. Najlepiej nakładać go palcem ponieważ konsystencja jest bardzo gładka, nie tak typowo kremowa. Czy polecam ? Jeśli lubimy bardzo subtelny, naturalny efekt to tak. Trwałością nie powala, ale nie znika po godzinie.
Cień 01 dance the swan lake to bardzo jasny, prawie biały beż z odrobiną różowo-łososiowych tonów. Ma rewelacyjną konsystencję i pigmentację, pięknie się rozciera, super sprawdza się jako baza. Ma jeden minus - sam szybko znika w załamaniu, nie roluje się, ale po prostu znika. Czy polecam ? Raczej tak.
Cień 02 pas des copper jest prawdopodobnie hitem z tych wszystkich produktów. Konsystencję ma podobną do jasnego, jest może odrobinkę bardziej tłustawy. Ma bardzo fajną pigmentację, dobrze się nakłada i rozciera, daje rade jako baza, a co najważniejsze nie znika i nie roluje się. Jako jedyny jest perłowy/metaliczny. Czy polecam? Tak.
Cień 03 grand-plie in black jest porażką totalną. Nie wiem, może trafił mi się jakiś felerny egzemplarz, jeśli wasz cień jest inny dajcie znać, ale mój to tragedia. Jest tłusty, nie ma pigmentacji, nierównomiernie się nakłada, nie daje się rozcierać, nie nadaje się jako baza, na oku może robić co najwyżej za szarość. Myślałem, że będzie robił za bazę i liner - wielki zawód. Czy polecam ? NIE















Pozdrawiam,
William Rhinestone

Post dodaję po raz drugi ponieważ wczorajszy nie wyświetla się w czytniku....
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...