18 sierpnia 2011

HAUL :)

Dziś taki drobny haul na szybko, kusiło mnie jeszcze parę rzeczy, ale kupiłem jeszcze trochę ciuchów więc musiałem się ograniczyć ;)
Wybaczcie za jakość zdjęcia !
Cienie i róż Essence ballerina backstage - od razu mówię, że zawiódł mnie czarny cień, zero pigmentacji. Róż też, ale może znajdę na niego sposób.
Sephora - korektory pod oczy (żółty i różowy) i róż, który chyba będzie bardzo dobrym bronzerem.
Puder mineralny Catrice
Chusteczki Cleanic
Myjka
Szampon dla dzieci (fajny do pędzelków !)
Maseczka z Dermiki
Cheeky tints Model co - 'barwiacz' do ust i policzków w jagodowym kolorze

Na zdjęciu można też zobaczyć kawałek kosmetyczki/piórnika z Billy Bag, udało mi się upolować go dość tanio w TK MAXXie i baaardzo mi się podoba ;)


Pozdrawiam,
William Rhinestone

15 sierpnia 2011

Essence You Rock - paletka cieni.

Wszyscy bardzo narzekali na tą paletkę, a moim zdaniem nie jest ona taka zła. Oczywiście daleko jej do bycia świetną, ale nawet ją lubię. Opakowanie trochę inspirowane Urban Decay, ładnie wygląda. W cenie bodajże 18 zł dostajemy 6 małych cieni (0,4g jeden), czarną kredkę i pędzelko-aplikator. Zacznę od końca - aplikator to dobrej jakości lateksowa gąbeczka, dużo lepsza od innych aplikatorów, pędzelek równie dobry, syntetyczny przez co nie do końca się nadaje do cieni. Włosie jest bardzo gładkie dlatego cienie niezbyt się go trzymają. Do korektora, cieni w kremie lub szminki będzie idealny. Kredka jest bardzo miękka (ale nie maślana), bardzo fajnie się rozciera i jest ładnie czarna. Nie jest to smoła, ale dość intensywna czerń. Lubię ją, zresztą dużo osób uważa, że to najlepszy element paletki. Jedynie na linii wodnej niezbyt się trzyma.

Jeśli chodzi o same cienie to trochę różnie to bywa. Generalnie błyskawicznie blakną przy choćby lekkim rozcieraniu, trwałość jest taka sobie, po prostu szybko blakną, szczególnie jasne kolory.

Różowy - delikatny kolor, słabo napigmentowany ze srebrnymi drobinkami. Średnio wygląda na oku.
Miętowa zieleń - bardzo ładny kolor, perłowy, świetnie wygląda na oku, ale trzeba go sporo nałożyć i po blendowaniu poprawić bo znika.
Beżowy - jasny, perłowy, brawie biały, ale bez mocnego pigmentu. ładnie i nienachalnie rozświetla.
Szary - średnia pigmentacja, ale jak się go więcej nałoży to ładnie wygląda, szczególnie w załamaniu. Ma lekko oliwkowy odcień.
Ciemny brąz - najlepszy z całej paletki, ma naprawdę dobrą pigmentację, ładnie się rozciera, świetny cień.
Fiolet - porażka na całej linii, najgorszy cień z całej paletki i chyba jeden z gorszych cieni z jakimi miałem do czynienia. Na swatchu jeszcze wygląda, ale po pierwsze to po nałożeniu to brzydki kolor, po drugie na powiece go nie widać, znika w mgnieniu oka i ogólnie jak już coś się pojawi to wygląda bardzo niezdrowo. W opakowaniu wygląda ładnie, szkoda, że nie ma takiej pigmentacji jak brąz bo mógłby być fajny.

Podsumowując paletka na 3. Jest po prostu średnia, ma mocniejsze i słabsze strony. Może nie żałuję zakupu, ale drugi raz bym nigdy nie kupił.

Zapraszam teraz do obejrzenia makijaży wykonanych tą paletką. Niestety totalnie nie umiem robić zdjęć więc średnio to wygląda... Mimo wszystko czekam na opinie i sugestie :) Na ostatnim zdjęciu widać (a raczej ledwo widać...) efekt jaki daje fioletowy cień. Wygląda jak goła, sina powieka.






Pozdrawiam,
William Rhinestone

14 sierpnia 2011

Żel micelarny BeBeauty z biedronki + żel peelingujący + MIYO

Zacznę od aktualizacji mojej kolekcji cieni MIYO [klik]
Poza tym coś co mnie zabiło [klik], co za faktura pudru ! ;)
Szokuje mnie też cena, przecież to podróbka jak nie wiem, a tyle ofert.














Teraz niestety koniec przyjemności - nadchodzi żel micelarny. To moje drugie opakowanie, sam nie wiem dlaczego, bo to zdecydowanie nie oznacza, że jest to produkt dobry.
Napiszę krótko - on mnie nie domywa. Mój makijaż ogranicza się do bb kremu i pudru, więc tutaj nawet zbytnio nie ma sobie z czym radzić, a on sobie nie radzi. Jak potem przemywam twarz tonikiem to na płatku widać brud. Coś strasznego i niewybaczalnego.
No może kosztuje 5zł, jest dostępny w bierdronce, produkuje go tołpa, ma delikatny zapach, skóra jest miękka i nie podrażnia jej... no ale tego, że nie oczyszcza mi cery, wybaczyć nie mogę.
Wiem, że wy go kochacie, ale ja pokochać nie mogę. Zużyję-zapomnę. ;)

Natomiast peelingujący żel tej samej firmy (który produkowany jest przez bodajże dax) zrobił na mnie dużo lepsze wrażenie. Ładnie oczyszczał, miał małe drobinki idealne do używania na co dzień. Był po prostu fajny, szczególnie za tą cenę. Zapach troszkę mnie drażnił, taki dziwny. Jedyne co to suchelców wysuszy na wiór, bo mnie tak dość konkretnie ściągał, więc polecam tylko tłustym/mieszanym. Do peelingującego prawdopodobnie wrócę, polubiłem go.


Pozdrawiam,
William Rhinestone

W poszukiwaniu bronzera idealnego.


Znalezienie idealnego bronzera jest trudniejsze niż się wydaje, a właściwie prawie nie możliwe.
Oczywiście zależy wszystko od potrzeb, bo wiadomo - jedni chcą się opalić, inni wyszczuplić, a jeszcze inni ocieplić i podkreślić policzki. Tym samym znaleźć możemy bronzery chłodniejsze, cieplejsze, matowe i z połyskiem.
Jeśli mam być szczery to nie znalazłem żadnego, który choćby był bliski ideałowi. Niektóre jednak są lepsze, inne gorsze, a ja opiszę wam te które posiadam.



Inglot AMC 52 - właściwie puder, ale jak dla mnie dosć ciemny więc służy za bronzer. Kolor ciepły, ale nie pomarańczowy. Więcej TU.

ELF Healthy Glow Bronzing Powder Matte Bronze - kolor jest naprawdę ładny, dość chłodny, kakaowy brąz, niestety ma dwa minusy - pigmentacja jest tak przerażająca, że nie jeden cień do powiek by pozazdrościł, a to sprawia, że bardzo trudno się z nim pracuje. Poza tym z założenia jest matowy, a nie wiem co robi tam dość dużo pojedynczych drobinek, które co prawda nie osiadają zbytnio na skórze, ale sam fakt, że tam są jest troszkę... dziwny.

ELF Blush&Bronzing duo - kolor również dość ładny, raczej neutralny, złote drobinki, miła konsystencja i normalna pigmentacja. Niestety łatwo robi smugi. Niezbyt lubię i nie używam.

Benefit Dallas - z założenia połączenie różu i bronzera. Kolor widać dopiero w porównaniu z innymi bronzerami, wtedy wybija się ten róż. Ogólnie jest to ładny kolor, ma sporo srebrnych drobinek, które są małe i nienachalne. Lubię go, naprawdę robi za nas dużo. Można zaryzykować stwierdzenie, że zastępuje róż i bronzer, daje piękny efekt połączenia obu produktów i jest świetny, kiedy nie mamy czasu, a wiele do zrobienia, wtedy na policzki wystarczy dallas i wszystko jest świetnie zrobione.

Benefit Hoola - całkowicie matowy bronzer, niedawno był na niego niezły szał. Kolor jest zdecydowanie żółty, herbaciany, ale w miarę chłodny. Bardzo go lubię, świetnie się nakłada i rozciera, to chyba mój ulubiony bronzer. Myślę, że nawet początkujący nie będą mieć z nim problemów, nie robi smug i wygląda bardzo naturalnie. Uważam, że warto go mieć.

Essence Bondi Beach - produkt sam w sobie jest bardzo fajny, podoba mi się jego konsystencja, wyważona pigmentacja, wzorek, ale kolor... no dla mnie to jest pomarańczka niestety. Może nie jakaś taka chamska, ale troszkę tej pomarańczki jest. Mimo wszystko lubię go używać, ładnie podkreśla policzki i opala, do konturowania się zdecydowanie nie nadaje i trzeba uważać z ilością bo przy większej ilości robi się po prostu bardziej pomarańczowy.

Sephora mineral foundation deep 60 - kolor jest bardzo ładny, lekko żółty, ale dość chłodny. Ładnie wygląda na skórze. Pigmentacja (a raczej krycie) jest bardzo mocna dlatego polecam zmieszać go z pudrem transparentnym.

INGLOT
Kolor: 3+
Pigmentacja: 4+
Komfort użytku*: 4
Ogółem: 4

ELF MATTE BRONZE
Kolor: 4
Pigmentacja: 2 (zbyt mocna)
Komfort użytku*: 3-
Ogółem: 3-

ELF DUO
Kolor: 4
Pigmentacja: 3+
Komfort użytku*: 3-
Ogółem: 3

BENEFIT DALLAS
Kolor: 4+
Pigmentacja: 5
Komfort użytku*: 4+
Ogółem: 5-

BENEFIT HOOLA
Kolor: 4+
Pigmentacja: 5
Komfort użytku*: 5-
Ogółem: 5-

ESSENCE BONDI BEACH
Kolor: 3
Pigmentacja: 5
Komfort użytku*: 5
Ogółem: 4

SEPHORA MINERAL FOUNDATION
Kolor: 4+
Pigmentacja: -
Komfort użytku*: 4-
Ogółem: 4



*mam na myśli rozcieranie, pylenie, smugi etc.
oceniając pigmentacje oceniam czy jest odpowiednio wyważona (nie za mocna i nie za słaba)


Pozdrawiam,
William Rhinestone

13 sierpnia 2011

Nowości essence

Obecnie możemy kupić limitowaną edycję Ballerina Backstage, już za moment znajdziemy na półkach 50's girls reloaded, ale co dalej ? Sporo nowego ! Ciekawe co wejdzie do Polski i kiedy.

Kliknij na zdjęcie, a przeniesiesz się na stronę z kolekcją(ang)
















































































A poza tym jesienią do stałej oferty wejdzie masa nowości. Nowe kolory cieni, lakierów, kredek, pędzle, puder... Zapowiada się ciekawie :)

Co was najbardziej interesuje ?

Pozdrawiam,
William Rhinestone

MAC sakura.

Za oknem szaleje burza, a ja siedzę przed komputerem z herbatą i lodami własnej roboty. W głośnikach szumi Oh Land, której muzykę właśnie odkrywam i zastanawiam się co napisać, bo nie było mnie parę dni. Z jednej strony nie miałem czasu, bo dużo się działo i stało, a z drugiej nie wiedziałem o czym. Wracam więc, a o czym mógłbym wracając napisać, jak nie o perełce mojej ?
Tak, róż MAC sakura z limitowanej kolekcji quite cute to zdecydowanie moja perełka. Bardzo go lubię i pamiętam dzień, kiedy znalazłem go pod moją furtką. Bardzo miły dzień ;)
Co ciekawe - na początku ze wszystkich trzech róży ten wzbudził moją najmniejszą ciekawość, ale potem dostałem wręcz obsesji na jego punkcie, aż w końcu kliknąłem i przyleciał do mnie zza oceanu. Zakupu zdecydowanie nie żałuję.
Opakowanie typowe dla róży mac. Proste, ładne i funkcjonalne. Na samym opakowaniu tylko podstawowe informacje, skład znajdziemy na kartoniku.
Róż ma bardzo delikatny, ale piękny różany zapach. Bardzo mi się podoba.
Co do koloru, zdjęcia oddają go tak sobie.
Róż to taki lekki lawendowy fiolet z purpurowym serduszkiem. Bardzo mi się podoba. Serduszko zaróżawia całość dzięki czemu mimo swojego fioletowego koloru, róż wygląda bardzo naturalnie.

Liliowa część jest satynowa, praktycznie bez drobinek, purpura jest perłowa z malutkimi drobinkami, których na skórze praktycznie nie widać, więc nie macie się o co martwić :)
Na skórze wygląda bardzo świeżo, uzdrawiająco-odmładzająco i myślę, że będzie pasować każdemu. Mimo, że może ten kolor nie wydaje się być pasującym każdemu i zahacza o ekstrawagancję to na skórze wygląda pięknie i działa cuda. Ja go uwielbiam :)
Konsystencja jest dość twarda, leciutko pyli, ale na pędzel nabiera się odpowiednia ilość różu.
Część serduszkowa jest miększa, bardziej pyląca i niestety łatwo pęka...
Możliwe, że mi się wydaje, ale mam wrażenie, że róż jakby z czasem zrobił się twardszy i mniej pylący.
Swatche:
Na 1. zdjęciu - zmieszane, serce, reszta
Na 2. - reszta, serce, zmieszane




+
jakość i trwałość
kolor (oryginalny)
wykończenie (świeży blask bez drobinek)
zapach
wydajność
opakowanie

-
cena-ilość
dostępność
kruche serduszko

Nie pamiętam dokładnej ceny, ale za ponad 100zł dostajemy 4g, co jest gramaturą niektórych większych cieni... Mimo wszystko warto zwrócić uwagę na wydajność, bo niektóre 10gramowe róże znikają w miesiąc-dwa, a ten mam od dwóch miesięcy i go po prostu nie ubywa (a jest dość często używany).


Rozjaśniło się i ktoś was pozdrawia.
Miłej nocy kochani.

Pozdrawiam,
William Rhinestone

4 sierpnia 2011

Zapraszam na wyprzedaż :)

Niektórzy z was zapewne już zauważyli, niektórzy może jeszcze nie, ale na bloga dodałem kilka zakładek (znajdziecie je tuż pod nagłówkiem z głównym zdjęciem). Między innymi pojawiła się tam zakładka 'wyprzedaż' gdzie możecie kupić lub wymienić nowe i używane kosmetyki z mojej kolekcji :)
Obecnie króluje tam firma Paese, gdyż miałem możliwość kupić kilka ich kosmetyków po okazyjnych cenach- niestety praktycznie w ciemno, a jak się okazało kilka rzeczy nie jest mi potrzebnych i teraz chcę odzyskać pieniążki, które w nie włożyłem :)

Więc zapraszam !


Pozdrawiam,
William Rhinestone
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...