20 lipca 2011

HAUL :)

Wczorajszy haul :) Nie pokazuję wam każdych zakupów, bo dość często wyskakuję do miejscowych drogerii i kupuję np. 2-3 rzeczy, więc bez sensu robić taki post, a znów potem jak dochodzą jakieś większe zakupy to zawsze zapominam o tych drobnostkach, ale spokojnie - każdy produkt wcześniej czy później znajdzie tutaj miejsce dla siebie :)
Ogólnie rzecz biorąc totalnie zapomniałem o bondi beach z essence i tak spacerując po centrum handlowym, właściwie powoli kierując się do wyjścia z przyzwyczajenia zahaczyłem o Douglasa. Generalnie nie wiem czy to moje skrzywienie umysłowe czy to ten sklep, ale praktycznie w cale tam nie kupuję, aczkolwiek zawsze muszę się tam przejść bo jak dzieci do cukierków, a pszczoły do miodu lgnę do wszelakich okazji i promocji co nie zawsze kończy się dobrze dla mnie i mojego portfela no, ale co zrobić. Zakupy są tańsze od psychoterapeuty :) Więc zachowawczo i mimowolnie tam wchodzę bo, a nóż coś mi się trafi. I tak po półtorej minuty oglądania wyjątkowo ubogiej oferty męskich perfum (szczególnie w porównaniu do damskiej sekcji) stwierdziłem, że mi wystarczy już tej nieprzyjaznej aury sklepu. Jednak w sephorze lepiej się czuję, drażni mnie parę rzeczy, ale promocje i śmieszne Panie z którymi miło się rozmawia (niekoniecznie w celach porady kosmetycznej, bo tutaj wiedzę zazwyczaj mają średnią) stawiają S. daleko przed D. No i tak myślę o wyjściu, ale jeszcze przejdę sobie obok essence i tutaj mym oczom objawiło się bondi beach. Stand był dziwnie wybrakowany, gdyż zostały tylko dwa lakiery, jedna jaśniejsza paletka natomiast reszta - pudry, linery, pędzelki i żele były prawie wszystkie. Skusiłem się od razu na puder który z nieznanych przyczyn był moją chciejką od początku, no i tak rozmyślałem nad linerem turkusowym, bo czy ja go kiedykolwiek na kimkolwiek użyję ? a co mi tam, jak wszyscy mają i się jarają to też wezmę. Teraz żałuję, że nie wziąłem pędzelka (tym bardziej po tym co napisała Just), ale jak bb dotrze w końcu do 'mojej' drogerii to pewnie się jeszcze skuszę. Tak, ja również nie sądzę, że obecność tej całej opowieści jest normalna, ale niesamowita burza jaka dziś była, która spowodowała, że moją ulicą płynęła rzeka do pół łydki, co z kolei spowodowało korki, gaśnięcie samochodów i gubienie numerów rejestracyjnych sprawiło, że mam dziś dobry humor. Ja wiem, że miłego to tu nic nie było, ale co zrobić, że uwielbiam burzę. Między innymi mój tata zgubił numery rejestracyjne, więc nie muszę mówić, że zabawa była przednia ! :D Deszcz, rzeka na ulicy, samochody próbujące się przedostać, kilkoro nieszczęśników szukających swoich tablic, kilkoro innych próbujących odpalić samochód i ja z tatą szukający jego numerów. Najzabawniejsze jest to, że zanim udało nam się znaleźć nasze, wyłowiliśmy 4 inne blachy :D Jeden facet podwinął spodnie i w garniturze na bosaka szukał swoich. :D
No, ale wydaje mi się, że pora skończyć bezsensowne historie na które miejsca tu nie ma więc lećmy do jakiś konkretów.
Jak już wspomniałem z bondi beach skusiłem się na turkusowy eyeliner i puder brązujący, który mimo, że ma odrobinkę pomarańczki to dość ładnie wygląda, jest bardzo fajnie, delikatnie napigmentowany, do tego ani trochę nie pyli, więc aplikacja jest po prostu świetna. Niestety nie ma nigdzie składu, więc zostaje mi tylko czekać na to czy mnie zapcha, czy nie. Nie mam pojęcia dlaczego, ale bronzery bardzo lubią mnie zapychać.
Sephorowo dość grzecznie, kusiło mnie pare rzeczy, szczególnie róże w płynie z MUFE, ale jakoś nie dalem się skusić więc tylko pędzelek duo fibre. Jest bardzo malutki więc w życiu nie dałbym za niego 100zł, ale na promocji sie opłacało. Jest dośc dobry, potrzebny mi był właśnie taki mały duo fibre. Poza nim balsam do ust z Yes To Carrots. Cytrusowy, tym samym mam chyba już wszystkie smaki balsamów do ust z Yes To Carrots. Czy są aż tak rewelacyjne ? NIE, ale mają w sobie coś co sprawia, że je uwielbiam, szczególnie kiedy są w promocji ;)
W H&M znów skusiłem się na mgiełkę do ciała, którymi lubię psikać w samochodzie, żeby szybko odświeżyć powietrze, a delikatne i lekkie zapachy mgiełek idealnie się do tego nadają. Poza tym waniliowy krem do rąk.
Następnie zakupiłem sobie moje 3 pierwsze produkty z Got2b. Puder na którego szał był niedawno, a ja oczywiście spóźniony ;), lakier do włosów i spray ochronny. Puder działa bardzo fajnie, aczkolwiek to co robi z włosami jest niesamowicie nieprzyjemne w dotyku, szczególnie dla osoby takiej jak ja, która często dotyka włosów. Lakieru jeszcze nie używałem, ale plus za wyjątkowo prosty i tradycyjny korek. Moje ostatnie lakiery miały bardziej udziwnione korki, mistrzem dziwności jest schwarzkopf silhouette fioletowy dodający objętości. Taki prosty korek to miła odmiana. Spray muszę poużywać dłużej, ale już wiem, że to co pisali inni jest prawdą - trochę skleja i ma specyficzny, acz ładny zapach.
G'day mate - żel do mycia twarzy i peeling, takie niby specjalne przed goleniem ;) Mają fajny zapach, nie jakiś chamsko męski, cytrusowy bardziej. Na razie trudno mi powiedzieć coś więcej.
Method bloq ethernal optimist shave cream - krem do golenia, urzekło mnie udziwnione opakowanie, był jeszcze miętowy, ale cytrusowy ładniej pachniał. Jeszcze nie używałem więc nic nie powiem. Zdaniem producenta ma mi zapewnić dobry początek dnia, szczególnie kiedy wstanę lewą nogą - ciekawe ;)
James Brown London Scandalous - szampon wyjątkowo nawilżający. Wiadomo, że sam szampon wiele nie zrobi, ale jakoś mnie skusił. Co miłe jak na szampon nawilżający jest to, że nie jest przepchany silikonami. Muszę się jeszcze przyjrzeć, ale widziałem tylko jeden gdzieś bliżej końca.
Miło, jeśli przebrnęliście przez tą powieść ;)


Pozdrawiam,
William Rhinestone

17 lipca 2011

Inglot AMC multicolour system highlighting powder


Opakowanie jest proste, aczkolwiek nie ma wyglądu chińskiej tandety (co zazwyczaj się łączy z obecnością przeźroczystego plastiku). Plastik jest gruby, dobrej jakości, zawiasy dobrze działają, opakowanie zamyka sprężynka lub coś w tym stylu. Mimo to nie ma mowy, żeby produkt sam się otworzył. Opakowanie na plus.

Z tyłu mamy podane podstawowe informacje. Skład jak to bywa u Inglota znajduje się na karteczce, którą znajdziemy w kartoniku z produktem.









Sam produkt to mozaika pięciu, perłowych kolorów. Ja posiadam tonację róży, jeśli pamięć mnie nie myli dostępne są jeszcze dwa inne kolory. Pigmentacja poszczególnych kolorów jest bardzo słaba, jedynym mocniejszym kolorem jest ten ciemniejszy róż. To głównie on daje kolor całej mozaice, więc w zależności od tego jaką jego ilość nałożymy na pędzel możemy uzyskać tylko rozświetlenie lub normalny efekt różu.
Ogólnie produkt jest dość uniwersalny, jak już pisałem może posłużyć jako rozświetlacz, róż, ale także jako cienie do powiek.
Jest fajny, naprawdę fajny i lubię go. Można nim uzyskać naprawdę piękną taflę na policzkach.
Daje ładny, perłowy efekt z małymi drobinkami, zdecydowanie bez brokatu. Jestem osobą, która potrafi dopatrzeć się drobinek nawet w matowych produktach (a jestem na nie uczulony) więc jeśli powiem, że efekt tego produktu jest dla mnie zadowalający to chyba nic więcej dodawać nie trzeba :)
Trudno uchwycić efekt rozświetlacza na zdjęciach, ale mam nadzieje, że coś mi wyszło.

Cena to jakoś 40 zł za 9 gram co moim zdaniem jest bardzo rozsądne, polecam :)


-
trudno mi się jakiś dopatrzeć, dla niektórych minusem może być forma mozaiki

+
cena, ilość
efekt i brak brokatu
możliwość mieszania kolorów według upodobań
jakość opakowania
uniwersalność


Pozdrawiam,
William Rhinestone

11 lipca 2011

Seria Inglotowa Część VIII - twarz



To już ostatnia część w której pokażę wam wkłady do twarzy. Jak na razie mam tylko dwa, ale planuję powiększyć kolekcję :)

Róż ma numer 85. Dostajemy 7g produktu co moim zdaniem jest sporo. Kolor jest dość ładny, taki ceglany. Raczej dla osób o ciemniejszej karnacji, choć właściwie użyty będzie dobrze wyglądać na każdym. No właśnie, dobrze użyty - tutaj pojawia się problem ponieważ róż jest tak szaleńczo napigmentowany, że oswojenie go jest niemalże niemożliwe. Próbowałem go na różne sposoby różnymi pędzlami i jest ciężko. Jedyne co pozwala go opanować to wycieranie pędzla w rękę przed użyciem, ale tu też trudno znaleźć złoty środek, tak by nie zostawić za dużo na pędzlu, ani też nie zetrzeć wszystkiego. Nawet duo fibre nie sprawdza się najlepiej. Z nim naprawdę trzeba uważać, jest mocny i agresywny, łatwo o plamy, smugi, trudno się rozciera. Poza trudnościami z nakładaniem wszystko inne na plus - innych zarzutów nie mam i poza tym polecam :)

Puder to AMC 52, dostajemy 13g produktu. Jest to nieco ciemniejszy kolorek, który mi służy za bronzer. Jest to ładny, karmelowy odcień. Wygląda naturalnie, jest odpowiednio napigmentowany i dobrze się rozciera. Niestety (tak jak i róż) dość silnie pyli co mi przeszkadza.




















Pozdrawiam,
William Rhinestone

Seria Inglotowa Część VII - błękity


Wybaczcie tą przerwę, ale ostatnie dni były dla mnie bardzo aktywne więc teraz postaram się nadrobić.

Przedostatnia część to niebieskości, których fanem nie jestem więc również to co mam jest dla mnie wystarczające :)






Na zdjęciu po lewej kwadraty, a po prawej paski.













M 389 - to bardzo ciemny, szarawy granat. Fajny do smokey.

P 428 - naprawdę bardzo ładny cień. Jest to dość ciemny granat, ale z poblaskiem w intensywnym, fioletowoniebieskim kolorze. Wygląda rewelacyjnie.

P 415 -również piękny cień. Jasny niebieski z limonkowym poblaskiem. Dość niespotykany i pasujący do wielu kolorów.

P 426 - zwykły, niebieski, perłowy cień.

DS 480 - choć w opakowaniu wygląda tak samo jak 426, jest od niego sporo ciemniejszy. Posiada srebrne drobinki i niesamowitą pigmentację jak na wykończenie DS.

DS 482 - granat, lekko fioletowy ze srebrnymi i niebieskimi drobinkami. Niezbyt napigmentowany i jak dla mnie mało użyteczny.



Pozdrawiam,
William Rhinestone

7 lipca 2011

Seria Inglotowa Część VI - fiolety



Szósta, fioletowa paletka, jedna z moich ulubionych.
Fiolet to kolor, który dobrze wygląda u wielu osób dlatego też dość często sięgam do tej paletki.
To co tutaj mam jest właściwie dla mnie wystarczające, to czego nie znalazłem w inglocie znalazłem w innych markach więc fioletów chyba więcej mi nie trzeba :)

















Integra 63 s to brąz, ale przesycony śliwką, biedaczek taki trochę bo do żadnej paletki kolorystycznie nie pasuje jednak przez ilość śliwki umieściłem go w fioletach. Ogólnie kolor dość specyficzny, ale w załamaniu dość dobrze wygląda. Pigmentacja przeciętna, posiada czerwono-złote drobinki. Ogólnie kolor ciepły, ale z chłodnym, liliowym poblaskiem.

P446 - rewelacyjny kolor, ciemny, śliwkowy fiolet z intensywnie fioletowym poblaskiem. Można nim zrobić piękny smokey, ale dobrze też wygląda w załamaniu.

DS 493 -liliowy fiolet z niebieskimi drobinkami, ładny i dość delikatny. Nieco bardziej nasycony niż na zdjęciu.

AMC 66 -bardzo intensywny fiolet z niebieskimi drobinkami, fajny ale pigmentacja nie zachwyca, trzeba nałożyć go trochę więcej.

M392 - świetna pigmentacja i dobrze się z nim pracuje, fiolet z odrobiną różu, taki nieco purpurowy.

M375 - ciemny, nieco śliwkowy fiolet, również miły w użyciu.

AMC 127 - dość jasny, perłowy fiolet z niebieskimi drobinkami, posiada pewną dozę różu i różowawy poblask. Szczególnie lubię go na dolnej powiece.

M386 - dość intensywny, typowy fiolet, bardzo lubię.

P399 - trudno go określić, trudno pokazać go na zdjęciach, również nigdzie nie pasuje, a nawet jeszcze bardziej niż 63. To wszystko sprawia, że jest naprawdę piękny i bardzo go lubię. Poblask ma srebrzysto liliowy, a sam kolor? Hmm.. Widzę trochę beżu, może nawet brązu, ale bardzo ciepłego, sporo tu różu i trochę fioletu, a wszystko to na srebrnej bazie. Inaczej opisać nie umiem, ale myślę, że warto go mieć.















Pozdrawiam,
William Rhinestone

5 lipca 2011

Seria Inglotowa Część V - zielenie




To już piąta paletka, pogoda nieco się poprawia co mam nadzieję widać na zdjęciach.

Tym razem zielenie, wiele ich nie jest gdyż mimo, że ten kolor bardzo lubię to te kolory które mam są dla mnie wystarczające
























DS 504 - to taki chłodny zielony, turkusowy kolor, nie jest tak niebieski jak na zdjęciu. Nie należy do moich ulubieńców, aczkolwiek można się z nim fajnie pobawić.

DS 477 - piękna limonka, bardzo świeża i miła w użyciu, polecam szczególnie teraz bo jak dla mnie to bardzo letni kolor.

P418 - bardzo lubię, naprawdę piękny kolor. To może zabawne, ale ten kolor kojarzy mi się z glonami nori :) One właśnie też są dość ciemne, ale mają taki jasny połysk. To ten kolor najlepiej opisuje, ale jeśli ktoś nie ogarnia porównania do glonów to jest to taka butelkowa zieleń z bardzo ładnym, jasnozielonym poblaskiem.

M384 - bardzo fajna, trawiasta zieleń. Lubię, lubię.

M372 - również wyszedł okropnie niebiesko, jakoś nie umiem go opisać, ale to taki turkus, podobny trochę do 504. Nie wiem dlaczego, ale ma świetną konsystencje, bardzo inną od reszty cieni inglotowych, jest bardzo miękki, miły, wręcz kremowy ale zarazem pyli dużo bardziej. Ogólnie podoba mi się bardzo. Dobrze wygląda na ciemniejszych karnacjach i brązowych oczach.



Pozdrawiam,
William Rhinestone

4 lipca 2011

Seria Inglotowa Część IV - gorąco czyli czerwienie, róże, pomarańcze i żółty.



Był dzień przerwy gdyż miałem nadzieje, że pogoda się poprawi, tym czasem jest chyba jeszcze gorzej...
Zdjęcia mi się nie podobają, ale staram się jak mogę żeby cokolwiek było widać...


To już czwarta paletka, tym razem pełna ciepłych kolorków, które wbrew pozorom mogą wyglądać dobrze na wielu osobach.


















W swatchach jest trochę zamieszanie więc cienie będę opisywać tak jak są na palcach, po kolei od lewej strony.

DS490 -mile wyglądająca malinka ze złotymi i srebrnymi drobinkami. Ładzie ożywia spojrzenie.

AMC74 - to taki bordowy, jeżynowy kolor, jednak daleko mu do fioletu. Ciekawe u niego są różnokolorowe drobinki.

M382 - matowa czerwień zmieszana z pomarańczą, nie zachwyca pigmentacją.

Matrix 889 - taki brudno malinowy, troszkę ma fioletu i złote drobinki, które znikają w akcji.

AMC84 - mocna pomarańcza ze srebrnymi drobinkami

AMC100 - konkretna czerwień ze złotymi drobinkami

DS488 - pudrowy róż ze srebrnymi drobinkami, ładnie wygląda na całej powiece lub jako cień bazowy.

P450 - chyba najlepszy cień z całej paletki. Ciemna wiśnia z różowawym poblaskiem. Piękny w załamanie, dobry do kolorowego smokey. Wygląda dobrze na większości osób, szczerze polecam nawet tym, którzy nie lubią koloru na powiekach.

DS474 - konkretna żółć ze złotymi drobinkami.















Pozdrawiam,
William Rhinestone
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...