12 października 2011

Pudełka Benefit i jak odnaleźć się w tonach ich podróbek


Jeszcze jakiś czas temu byłem prawdziwym maniakiem Benefitu. Firma tak mnie oczarowała, że chciałem mieć z niej wszystko ! Z czasem zapał trochę opadł, ale uzbierało mi się kilka produktów. Dzisiaj opowiem wam troszkę o najbardziej znanych produktach czyli różach, w dużej mierze skupię się też na tym jak rozpoznać podróbki.
Wszystkie moje pudełka są na pewno oryginalne i poza powder-time lover wszystkie pochodzą z Sephory.
Ja je wszystkie bardzo lubię, wyglądają uroczo, są miłe w użytku i dobre jakościowo.
Cena, szczególnie ta polska, jest delikatnie mówiąc wygórowana, mimo wszystko uważam, że warto, dla mnie one mają też sporą wartość ze strony kolekcjonerskiej, a zawsze też można pokombinować i sprowadzić z zagranicy troszkę taniej niż za 140zł w Sephorze. Warto też zaznaczyć, że firma benefit generalnie lubi się w naturalnych efektach, więc przy niektórych produktach osoby lubiące coś mocniejszego mogą być bardzo zawiedzione.


Thrrrob - bardzo chłodny róż z matową bazą i niewielką ilością srebrnych drobinek. W opakowaniu wygląda dość mocno, ale na twarzy trudno uzyskać nim choć lekko wyraźny efekt. Jest twardy i trzeba dość intensywnie 'pędzlować' w opakowaniu żeby wydobyć odpowiednią ilość. Generalnie ma dawać efekt naturalnego rumieńca jaki pojawia się kiedy nasze serce bije mocniej i tutaj moim zdaniem się sprawdza. Lekko podkreśla, ale praktycznie tak, że nie widać, że mamy coś na policzkach. Ja bardzo lubię i polecam, choć został chyba wycofany (w Polskich Sephorach go nie ma, w Amerykańskich chyba też). 12g. Wspominałem o nim TU

HOOLA - Wspominałem o nim TU. Jedyne co mogę jeszcze dodać to, że zdecydowanie jest miększy i nie tak suchy jak Thrrrob czy Georgia, przez to też delikatnie pyli (ale naprawdę delikatnie). Można nim uzyskać mocny efekt, to piękny kolor, ale dla bardzo ciemnych karnacji będzie za jasny. 11g

Georgia - w rzeczywistości kartonik ma nieco bardziej neonowy kolor. Jest to róż, który właściwie chciałem od początku. Ma on bardzo rozbieżne opinie - jedni się zachwycają, drudzy uważają, że jest okropny. Generalnie jest to taka jasna brzoskwinka, która bardziej odświeża i rozświetla niż robi jako róż. Mimo wszystko mnie się bardzo podoba to jak wygląda na policzkach, podobnie jak w przypadku thrrroba, ledwo widać, że mamy coś na twarzy, a jednak jest jakoś tak piękniej :) i podobnie jak thrrrob jest dość twarda.
Georgia sama w sobie jest taka aksamitna/satynowa i ma maleńkie drobinki. W teorii pachnie brzoskwiniami, w praktyce jak po zakupie ją powąchałem to moja reakcja była mniej więcej taka - 'I to ma być ten piękny, brzoskwiniowy zapach ?!'. Mimo wszystko zapach jest bliski brzoskwini, nieco kwaśny, ale ładny i delikatny. Nawet mój kot, który krzywi się i ucieka od każdej pachnącej rzeczy jaką jej podstawię pod nos - georgię powąchała z zainteresowaniem ;) 11g
CORALista - piękny róż ! Jak nazwa wskazuje kolor jest idealnym koralem. Moim zdaniem jest to idealnie rozważone połączenie brzoskwini i różu. Wygląda dobrze chyba na każdym, o każdej porze roku i na tym właściwie mogę skończyć, bo nie wiem co więcej o tym różu napisać ;) Coralista ma satynową/pół-perłową bazę mieniącą się na złoto z dużą ilością maleńkich, złotych drobinek. Ma piękny, kwiatowy zapach kojarzący mi się z zapachem baniek mydlanych lub czegoś innego z dzieciństwa. CORALista jest dość miękka, ale nie pyli, więc jest czymś miedzy Hoola, a Thrrrob. 11g

Powder-time lover
Składa się z trzech małych, trzy-gramowych róży. CORAListę macie opisaną wyżej, o Dandelionie wspomniałem TU, o Dallasie TU i właściwie jedyne co jeszcze mogę dodać to Dandelion ma bardziej matową bazę, a Dallas lekko satynową. Konsystencja podobna do CORAListy.


Osoby, które śledzą mojego bloga od dawna pewnie to wiedzą, ale dla wszystkich nowych i tych, którzy przypadkiem tu trafili zaznaczam, że jestem bardzo wyczulony na drobinki, widzę je tam gdzie większość nie widzi i jeśli piszę, że są maleńkie, to znaczy, że są naprawdę maleńkie i ledwie widoczne :)

Teraz część druga czyli o podróbkach.
Niestety co najmniej 95% róży na allegro i generalnie produktów Benefit to podróbki. Nie liczcie na to, że kupicie oryginał za mniej niż 70zł (choć te 70zł to niska cena). Jednak jeśli już ryzykujemy z allegro to na co warto zwrócić uwagę:
1. Przede wszystkim wykonanie. Oryginał jest idealnie prosty, wszystko jest równo sklejone, naklejka równo przyklejona ok 3mm od brzegu, nic się nie odkleja, nie widać żadnych wyraźnych łączeń, wkład z produktem jest idealnie dopasowany do kartonika (nie widać żadnych przerw, ani nawet metalu). Kolory są żywe i generalnie widać, że jest porządnie wykonany.
2. W podróbkach na naklejce często podkreślone jest 'W1H' zamiast 'London'
3. Na podróbkach zazwyczaj nie ma kodu (w orginałach chyba zawsze jest nadrukowany po lewej stronie kodu kreskowego). Kod na wszystkich moich produktach nadrukowany jest kropeczkami i składa się z cyfry, litery i dwóch cyfr.
4. W podróbkach czasem 'peel here' nie działa lub jak działa to wszystko jest tam krzywo nadrukowane i np. tylko po chińsku.
5. Wieczko w oryginałach jest wyklejone do ok 2/3 (choć w thrrrobie jest to bardziej 1/2)
6. W oryginałach pędzelki mają naturalne włosie i drewniane rączki (warto zwrócić uwagę na kolorystykę)
7. Poza tym - trzeba uważnie prześledzić skład i czcionki na opakowaniu (np. wyraz benefit po 'Dist.', jak i adres strony). Czcionkę jaką napisana jest nazwa pudru, napis na boku wieczka (często tam są błędy), kolorystykę opakowania i czy na wieczku wszystko ma odpowiednie proporcje, jest równe.
Podróbki CORAListy często mają naklejoną nazwę na wieczku, ale uwaga - stare wersje tak miały (pod stickerem na wieczku był napis 'RIO'). Mimo wszystko lepiej nie kupować tych z naklejkami :)
Wieczko generalnie powinno być dość ciasno dopasowane i puder nie powinien wypadać jeśli podnosimy go za wieczko, ale zaznaczam, że z tym różnie bywa - to w końcu tylko kartonowe pudełko.

Jeśli kod kreskowy jest przekreślony (tak jak w mojej CORALiscie) to znaczy, że produkt pochodzi z zestawu np. some beauty to love.

Myślę, że to wszystko, mam nadzieje, że o niczym nie zapomniałem...


Pozdrawiam,
William Rhinestone


9 komentarzy:

  1. No i właśnie dlatego na niektóre marki nawet lepiej nie spoglądać na allegro etc. ;) Ja mam tylko bella bambe i bardzo ją lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bella Bamba kusiła mnie przeokropnie, ale potem stwierdziłem, że mogę się obejść bez niej, choć nie ukrywam, że nadal ją chcę ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. niezłą masz tą kolekcję :) całe szczęście, że akurat róże to nie moja bajka

    Ps. Zostałeś otagowany, zapraszam do zabawy :) http://bzeltynka.blogspot.com/2011/10/tell-me-about-yourself-award.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na mojego nowego bloga: http://lilianaablog.blogspot.com/ :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chyba zaczynam wpadać w benefitomanię powoli... Co prawda pudru ani różu (nie licząc miniaturek w paletach) jeszcze się nie dorobiłam, ale to pewnie kwestia czasu :D

    Nawet nie patrzę na Allegro za droższymi kosmetykami, bo podróbek jest cała masa :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochany zostałeś otagowany :)
    http://mkmakeupstyle.blogspot.com/2011/10/tell-me-about-yourself-award.html
    Miłej zabawy :))

    OdpowiedzUsuń
  7. heh kupienie Benefitu oryginalnego na all graniczy z cudem!
    Z Benefitu mam jeden zestaw(hoola, dallas i dandelion) oraz coraliste;) thrrroba chcialam i bardzo sie ciesze, ze go nie kupilam bo chyba by u mnie i tak nie byl widoczny- podobnie jak georgia- zero efektu:|
    za to kusi mnie sugarbomb i bella bamba:D!ale walcze dzielnie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja geogrię i thrrroba bardzo lubię, ale fakt faktem efekt jaki dają jest bardzo subtelny :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...